Aktualny czas: 07-06-2020, 10:13 Witaj! (LogowanieRejestracja)

 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
" Siedzi bo nazywa się Dąbek "- starosta piaseczyński i sołtys Józefosławia
Autor Wiadomość
Jozefoslaw24.pl Offline
Administrator
*******

Liczba postów: 183
Dołączył: Dec 2011
Reputacja: 8
Post: #1
" Siedzi bo nazywa się Dąbek "- starosta piaseczyński i sołtys Józefosławia
" - Mój syn by nie siedział, gdyby nie nazywał się Dąbek - mówi starosta piaseczyński.

Wiceszef prokuratury: - Pozostawię to bez komentarza.

Lokalne media w Piasecznie żyją tą sprawą od czterech miesięcy. 19-letni Łukasz, syn starosty piaseczyńskiego Jana Dąbka, siedzi w areszcie podejrzany o jedno z najsurowiej karanych przestępstw - rozbój z nożem w ręku. Grozi mu do 15 lat więzienia. Gazety pisały m.in., że: "Banda chciała okraść chłopaka, a kiedy okazało się, że nie ma pieniędzy, zwyrodnialcy postraszyli go nożem i wywieźli do Lasu Kabackiego".

Nie do końca tak było. Przebieg zdarzeń z 12 listopada ub.r. policja i prokuratura odtworzyły na podstawie relacji ofiary, niektórych podejrzanych oraz innych świadków. Tego dnia Łukasz Dąbek pod sklepem w Józefosławiu spotyka znajomego ze szkoły - Łukasza K. Zaczynają rozmawiać, gdy K. dostrzega idącego ulicą 16-letniego Mikołaja. Krzyczy na niego. Tamten jest mu ponoć winny pieniądze za marihuanę. K. ciągnie Mikołaja nad Smródkę, czyli w okolice rowu melioracyjnego. Dzwoni do kumpli: - Złapałem tego gnoja, przyjeżdżajcie!

Zarzuty stawia prokuratura

Dąbek idzie z nimi. Czemu? Ponoć K. mu kazał. Twierdzi, że się bał. Sam jest niski, wątłej postury. Nad Smródką K. bije 16-latka, potem dołączają Emil Ś. i Daniel P. Łukasz Dąbek stoi z boku. Nie protestuje, ale też nie uczestnicy w biciu. Nie grozi. Potwierdza to potem w zeznaniach sam pokrzywdzony.

Mikołaj obiecuje skołować pieniądze. Udaje, że do kogoś dzwoni. Tamtym mówi, że kolega przywiezie kasę. Napastnicy proszą Dąbka, żeby zawiózł ich swoim samochodem na stację benzynową. Ten się opiera. W końcu ulega. Człowiek z pieniędzmi jednak nie przyjeżdża, więc Łukasz K. i reszta tracą cierpliwość. Wskazują na Mikołaja: - Wywieźmy go do lasu.

- Chyba was pojeb... - mówi Dąbek. - Zamknij mordę i jedź - odpowiada Daniel P.

Docierają do Lasu Kabackiego. Dąbek i Emil Ś. zostają przy szlabanie, Daniel P. i Łukasz K. prowadzą Mikołaja w głąb lasu. Tam przystawiają mu nóż do szyi, biją, kopią, grożą, że utopią go w bagnie. Wreszcie odpuszczają i wszyscy wracają pod sklep. Puszczają Mikołaja, a ten opowiada o wszystkim ojcu. Policja zwija całą czwórkę: Łukasza K., Daniela P., Emila Ś. oraz Łukasza Dąbka. Z żadnego z zeznań nie wynika, żeby syn starosty był osobą atakującą. Policja nie chce stawiać mu zarzutów. Planuje zrobić z niego świadka.

Kiedy jednak prokuratura dowiaduje się, że wśród zatrzymanych jest Łukasz Dąbek, decyduje się postawić mu zarzut. Oskarża go o udział w rozboju (nad Smródką), w którym Mikołaj K. miał stracić telefon, oraz próbę rozboju (w Lesie Kabackim) z użyciem noża. Takie same zarzuty ma Łukasz K.

Siedzi, bo nazywa się Dąbek

Starosta jest przekonany, że aresztowanie jego syna to efekt konfliktu między nim a wiceszefem piaseczyńskiej prokuratury. Śledczy oskarżają bowiem Jana Dąbka o składanie fałszywych zeznań w związku ze sprzedażą nieruchomości. Sprawa ciągnie się od dekady po zawiadomieniu złożonym przez konkurentów politycznych Dąbka. Raz zapadł wyrok skazujący, potem było uniewinnienie, teraz sprawa będzie się toczyć po raz trzeci. - Mój syn nie siedziałby w areszcie, gdyby nie nazywał się Dąbek - oświadcza starosta.

- Pozostawię to bez komentarza - mówi prok. Artur Wańdoch, wiceszef Prokuratury Rejonowej w Piasecznie. Pytany, jaki był udział Łukasza Dąbka w zdarzeniu, odmawia odpowiedzi.

Mec. Bogumił Zygmont, obrońca Łukasza Dąbka: - Mój klient był bierny. Wiedział, że nie jest w stanie się przeciwstawić. Nie chciał być następną ofiarą. Nie można wymagać heroizmu od kogoś, kto nie potrafi sam siebie obronić.

Zwraca uwagę, że nie dostał też odpowiedzi na swój wniosek o wyłączenie ze sprawy szefowej prokuratury i jej zastępcy. - Nie został uwzględniony - mówi prok. Artur Wańdoch.

Poręczenie osobiste za Łukasza Dąbka złożyła w sądzie dyrekcja jego szkoły. 20-latek ma w maju zdawać maturę. Jutro Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecyduje, czy ma dalej siedzieć w areszcie. "

źródło gazeta pl
11-03-2014 08:20
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Kataryna Offline
Początkujący
**

Liczba postów: 10
Dołączył: Apr 2014
Reputacja: 0
Post: #2
RE: " Siedzi bo nazywa się Dąbek "- starosta piaseczyński i sołtys Józefosławia
Ciekawe... Z chęcią poczytałabym więcej o lokalnej polityce

(11-03-2014 08:20)Jozefoslaw24.pl napisał(a):  " - Mój syn by nie siedział, gdyby nie nazywał się Dąbek - mówi starosta piaseczyński.

Wiceszef prokuratury: - Pozostawię to bez komentarza.

Lokalne media w Piasecznie żyją tą sprawą od czterech miesięcy. 19-letni Łukasz, syn starosty piaseczyńskiego Jana Dąbka, siedzi w areszcie podejrzany o jedno z najsurowiej karanych przestępstw - rozbój z nożem w ręku. Grozi mu do 15 lat więzienia. Gazety pisały m.in., że: "Banda chciała okraść chłopaka, a kiedy okazało się, że nie ma pieniędzy, zwyrodnialcy postraszyli go nożem i wywieźli do Lasu Kabackiego".

Nie do końca tak było. Przebieg zdarzeń z 12 listopada ub.r. policja i prokuratura odtworzyły na podstawie relacji ofiary, niektórych podejrzanych oraz innych świadków. Tego dnia Łukasz Dąbek pod sklepem w Józefosławiu spotyka znajomego ze szkoły - Łukasza K. Zaczynają rozmawiać, gdy K. dostrzega idącego ulicą 16-letniego Mikołaja. Krzyczy na niego. Tamten jest mu ponoć winny pieniądze za marihuanę. K. ciągnie Mikołaja nad Smródkę, czyli w okolice rowu melioracyjnego. Dzwoni do kumpli: - Złapałem tego gnoja, przyjeżdżajcie!

Zarzuty stawia prokuratura

Dąbek idzie z nimi. Czemu? Ponoć K. mu kazał. Twierdzi, że się bał. Sam jest niski, wątłej postury. Nad Smródką K. bije 16-latka, potem dołączają Emil Ś. i Daniel P. Łukasz Dąbek stoi z boku. Nie protestuje, ale też nie uczestnicy w biciu. Nie grozi. Potwierdza to potem w zeznaniach sam pokrzywdzony.

Mikołaj obiecuje skołować pieniądze. Udaje, że do kogoś dzwoni. Tamtym mówi, że kolega przywiezie kasę. Napastnicy proszą Dąbka, żeby zawiózł ich swoim samochodem na stację benzynową. Ten się opiera. W końcu ulega. Człowiek z pieniędzmi jednak nie przyjeżdża, więc Łukasz K. i reszta tracą cierpliwość. Wskazują na Mikołaja: - Wywieźmy go do lasu.

- Chyba was pojeb... - mówi Dąbek. - Zamknij mordę i jedź - odpowiada Daniel P.

Docierają do Lasu Kabackiego. Dąbek i Emil Ś. zostają przy szlabanie, Daniel P. i Łukasz K. prowadzą Mikołaja w głąb lasu. Tam przystawiają mu nóż do szyi, biją, kopią, grożą, że utopią go w bagnie. Wreszcie odpuszczają i wszyscy wracają pod sklep. Puszczają Mikołaja, a ten opowiada o wszystkim ojcu. Policja zwija całą czwórkę: Łukasza K., Daniela P., Emila Ś. oraz Łukasza Dąbka. Z żadnego z zeznań nie wynika, żeby syn starosty był osobą atakującą. Policja nie chce stawiać mu zarzutów. Planuje zrobić z niego świadka.

Kiedy jednak prokuratura dowiaduje się, że wśród zatrzymanych jest Łukasz Dąbek, decyduje się postawić mu zarzut. Oskarża go o udział w rozboju (nad Smródką), w którym Mikołaj K. miał stracić telefon, oraz próbę rozboju (w Lesie Kabackim) z użyciem noża. Takie same zarzuty ma Łukasz K.

Siedzi, bo nazywa się Dąbek

Starosta jest przekonany, że aresztowanie jego syna to efekt konfliktu między nim a wiceszefem piaseczyńskiej prokuratury. Śledczy oskarżają bowiem Jana Dąbka o składanie fałszywych zeznań w związku ze sprzedażą nieruchomości. Sprawa ciągnie się od dekady po zawiadomieniu złożonym przez konkurentów politycznych Dąbka. Raz zapadł wyrok skazujący, potem było uniewinnienie, teraz sprawa będzie się toczyć po raz trzeci. - Mój syn nie siedziałby w areszcie, gdyby nie nazywał się Dąbek - oświadcza starosta.

- Pozostawię to bez komentarza - mówi prok. Artur Wańdoch, wiceszef Prokuratury Rejonowej w Piasecznie. Pytany, jaki był udział Łukasza Dąbka w zdarzeniu, odmawia odpowiedzi.

Mec. Bogumił Zygmont, obrońca Łukasza Dąbka: - Mój klient był bierny. Wiedział, że nie jest w stanie się przeciwstawić. Nie chciał być następną ofiarą. Nie można wymagać heroizmu od kogoś, kto nie potrafi sam siebie obronić.

Zwraca uwagę, że nie dostał też odpowiedzi na swój wniosek o wyłączenie ze sprawy szefowej prokuratury i jej zastępcy. - Nie został uwzględniony - mówi prok. Artur Wańdoch.

Poręczenie osobiste za Łukasza Dąbka złożyła w sądzie dyrekcja jego szkoły. 20-latek ma w maju zdawać maturę. Jutro Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecyduje, czy ma dalej siedzieć w areszcie. "

źródło gazeta pl
09-04-2014 11:51
Znajdź wszystkie posty użytkownika


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości