Piotr Kandyba fot.  FB

Kandyba poza PO

Wróćmy się na moment do początku samorządowej kariery naszego bohatera. Jest rok 2010, obywatel i społecznik Piotr Kandyba postanawia wejść w struktury samorządu. Od dawna działa w rozmaitych akcjach pomocowych i charytatywnych, jest osobą z dużą „wrażliwością społeczną”, chce działać szerzej niż jako osoba prywatna, samorząd jest dla niego szansą, narzędziem do zmiany okolicy, w której żyje, na lepsze.

\\\ W opozycji

Wybór pada na Platformę Obywatelską.Trudno dziś stwierdzić, jakie motywy, czy może jakie osoby wpłynęły na taką decyzję.

Ważne też, że Piotr ubiega się o mandat radnego powiatu, co odpowiada jego szerszym, społecznym zainteresowaniom, które nie ograniczają się przecież do Żabieńca czy nawet gminy Piaseczno. Mając szeroką skalę i doświadczenie w dużych akcjach i projektach, Piotr „rzuca się” na powiat. I wygrywa – w okręgu drugim, w którym w sumie do podziału są cztery mandaty, PO bierze dwa – jeden na Zdzisława Lisa, obecnego burmistrza, drugi na startującego z szóstego miejsca Kandybę. Wówczas 41 letni mieszkaniec Żabieńca wchodzi do rady powiatu.

Już na początku widać, że coś nie do końca „gra” z klubem radnych PO – pomimo uzyskania najlepszego wyniku w wyborach, radni znajdują się w opozycji do utworzonej przez obecnego starostę Dąbka koalicji. O rozmowach prowadzonych w większości za zamkniętymi drzwiami chodzą różne opinie – z pewnością można jedynie stwierdzić, że Jan Dąbek potrafił mimo różnic zjednać sobie inne ugrupowania i osoby, czego nie potrafił już Krawczyński. Finałem całej sytuacji jest rola, przypisana niejako odgórnie, twardej opozycji, z którą koalicja niechętnie rozmawia. W tej roli Piotr nie odnajduje się zupełnie.

\\\ Platformers trochę z boku

Nasz bohater jest człowiekiem dialogu i kompromisu. Nie pojmuje, skąd całe zacietrzewienie i nerwy, chciałby rozmawiać, mediować, działać razem, ale okazuje się, że nie ma za bardzo z kim. Strukturom partyjnym nie jest na rękę jakakolwiek współpraca ze starostą, na którego radny Krawczyński co i rusz psioczy i opowiada, jaki to starosta zły, a powiat jaki źle zarządzany, laboga! Z powyższego nie wynika w zasadzie nic więcej poza regularnymi kontrolami, które jednak nie wykazują rażących nieprawidłowości – powiat trwa, starosta triumfuje. Z kolei zarząd nie będzie przecież realizował wspólnych działań z radnym opozycji, „człowiekiem Krawczyńskiego”.

Kandyba nie po to jednak jest radnym, żeby „kłócić” się ze starostą na sesjach. Wpada więc na pomysł akcji społecznych – działań ze wszech miar potrzebnych, dających się zrealizować bez afiszowania szyldem partyjnym i bez większego zaplecza. „Człowiek, któremu się chce. Pomagać” zaczyna więc włączać się w rozmaite akcje, na których występuje jako Piotr Kandyba, czasem z dopiskiem radny powiatu. O Platformie nie wspomina, bo nie jest tu przecież jako wysłannik partii.

Taka sytuacja musiała zostać zauważona przez zarząd powiatu w PO – radny, który zamiast angażować się w typową walkę polityczną, lub chociaż organizować akcje pod szyldem struktury, działa na własną rękę – z punktu widzenia organizacji, pożytek z niego żaden, a niektórzy zaczynają już na głos się zastanawiać, czemu Piotr nie robi tego wszystkiego razem z PO, a obok?

\\\ Czysty park

Punktem przełomowym jest akcja społecznego sprzątania parku w Piasecznie. Pomysłodawca i główny organizator zbiera wokół siebie kilkadziesiąt osób, zarówno zaangażowanych lokalnie, jak i zwykłych mieszkańców. Znajdują się sponsorzy ławek, tu malowanie, tam łatanie, do tego taczki, grabki, łopaty i gro mieszkańców żywo zainteresowanych tematem. Akcja okazuje się sporym sukcesem, widać jak nasz park staje się czystszy i estetyczniejszy. Sam zainteresowany pracuje razem ze wszystkimi, rozmawia, integruje się. Wiele osób, na kanwie tej i podobnych akcji, może dziś powiedzieć, że Piotr jest „jednym z nich”, nie uważają go za wyniosłego radnego, raczej za człowieka z sąsiedztwa. Na marginesie warto dodać, że podczas akcji na jakiś czas pojawiają się działacze partii, by dzień po oznajmić całemu światu, iż „oto wielki sukces Platformy w Piasecznie, która posprzątała park…”. O Piotrze wzmianka. To wielu, w tym zapewnie Kandybę, zabolało.
Pojawiają się dosyć jednostronne komentarze, zachęcające Piotra do dalszych działań i krytykujące zachowanie członków partii. Wkrótce, niczym w starym dowcipie, strach otworzyć lodówkę – Kandyba jest wszędzie. Park w Piasecznie, plac zabaw na jednej wsi, tu debata, tam spotkanie, jubileusz, sesja rady, akcja charytatywna, dobra wola, etc… Drogi Piotra i Platformy coraz bardziej się rozchodzą.

\\\ Kandydat

Organizowane spotkania i debaty pogłębiają tylko różnice – radny, który gra na „zgodę”, czy też na „siebie” jak mówią inni, nie jest dla nikogo wiarygodnym partnerem. Nikt nie pójdzie mu na rękę, nie wesprze jego inicjatywy, bo nie wie, kogo tak naprawdę popiera. Piotrowi podcina to nieco skrzydła, dwie zorganizowane debaty nie wnoszą w zasadzie nic nowego, portal wspólnerazem.pl działa i można czasem gdzieś zobaczyć jego logotyp. Po chwili, zapewne po części za sprawą namawiań i podszeptów wielu „zwykłych mieszkańców”, którzy uwierzyli w szczery zapał i zaangażowanie Kandyby i poszli za nim – pada hasło burmistrz. Najpierw nieśmiało, potem już w coraz mocniejszych słowach mówi się o nim jako o potencjalnym kandydacie, a z czasem i sam zainteresowany nie skrywa planu na najbliższe wybory.

Zmiana na lepsze, przeprowadzana „od dołu”, od strony mieszkańców, społeczników, zapaleńców, staje się niemożliwa, a przynajmniej bardzo trudna. W opublikowanym oświadczeniu Piotr pisze wiele o tym, jak wyglądała „współpraca” wewnątrz PO i jak z bezpośredniego rozkazu neguje się pewne akcje czy idee, byleby gmina nie musiała wziąć udziału w czymś razem z Kandybą. Zmiana musi więc nastąpić od góry, od stanowiska burmistrza i stamtąd – przykładem i decyzjami – rozejść się po niższych szczeblach – tak to przynajmniej wygląda w teorii.

\\\ Sam przeciwko wszystkim

Hasło zmiany, nowości, zanegowania dotychczasowych układów czy układzików jest z jednej strony atrakcyjne dla wyborcy, z drugiej jednak strony zraża większość potencjalnych partnerów, w pewien sposób umocowanych czy umiejscowionych w aktualnych realiach. Odejście Kandyby z PO pozostawia go już bez fasadowego, ale jednak, zaplecza w postaci partii. Miłościwie nam panujący i tak zrobią swoje, z Piotrem czy bez niego, niemniej, podobnie jak w przypadku rezygnacji Gowina, partia traci swoje ciepłe, miękkie i społeczne skrzydło, odbierane pozytywnie przez wielu mieszkańców, na rzecz PR, marketingu, badań focusowych i innych trików, którymi szafuje ostatnio w mediach elektronicznych nowy – stary lider.

Trudno też spodziewać się, by inne strony piaseczyńskiej układanki politycznej miały jakikolwiek interes we wsparciu Kandyby, pozostaje on więc niejako sam, otoczony przez – potencjalnych na razie – wrogów (przynajmniej w aspekcie wyborczym). Co będzie dalej, tego nie wiedzą najstarsi górale, tym bardziej więc my nie będziemy wróżyć z fusów, tylko poczekamy na konkretne zdarzenia, których zapowiedzi da się już jednak gdzieniegdzie odczytać – cdn…

Krzysztof Dynowski

Przegląd Piaseczyński

Podoba ci się:

Komentarzy (1)

  1. osz panie ile wam dali za tą laurkę ???

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*